Brat Jakub (Przemysław)

Choć brat ten na wielkoluda nie wygląda, ale kto by go zlekceważył, srogo się zawieść może. Bo w drobnym tym ciele jest i siły i sprawności i zawziętości więcej, niż by się można było spodziewać. A przecież tak łagodną się para profesją, jaką jest ludzi spyżą nasycanie i ukontentowywanie ich podniebień. Okazuje się, że nie tylko chochlą, ale i mieczem czy łukiem posłużyć się potrafi. Dobry kompan obozowy nie stroniący ani od ciężkiej pracy (byle mu nie kazać myć naczyń, bo w beczce umyje –kto ma wiedzieć to wie sasasa), ani od trunków i pieśni przy ogniu. Większym może być jeszcze zdziwieniem to, że można go czasem w saraceńskim ujrzeć stroju i bronią pogańską władającego. Zwie się on wtedy jakoś tak, że usta chrześcijańskie tego nie wymówią, ale kolorytu i atrakcyjności pokazom dodaje. Poświęcenie swoje posunął tak daleko, ze nawet brodę na tatarską modłę zapuścił, co urody mu jakby ujęło, ale zadziornego wyglądu nadało.