Wałcz (2012.05.01)

Na ogół spokojne ziemie Wałcza i jego okolice, porośnięte lasami, odizolowane jeziorami tego dnia zadrżały. Winnymi tego wielkiego poruszenia stały się nadciągające w licznej sile armie średniowiecza. Raz w roku albowiem okolice Wałcza stają się świadkami walk i bohaterskich czynów stojących naprzeciwko siebie hord pogańskich i armii krzyżowców. Starcia o tyle zaciekły posiadają charakter gdy chorągwie dzierży wiara zapalająca serca i tak zuchwałym żołnierzom. Zatem krucjatą naszą i celem było wyplenienie i zdeptanie sztandaru tych dzikich zastępów czczących Słońce, stare dęby i kozy. Bożą to zasługą jest, że na prośbę dobrych chrześcijan przybyły tak liczne siły szpitalników. Formacja nasza niejednokrotnie już dowiodła swej wartości na polu bitwy ścierając się w samym sercu walki ze śpiewem chwalącym Pana na ustach. Do obozu zagościliśmy późno, lecz nie na tyle, by przegapić biesiadę. Po ciepłym przywitaniu i zabiciu głodu niezastąpioną kiełbasą z ognia, poszły w ruch beczki z piwem i winem. Mimo że władze zabroniły rozpalać ogniska i przyszło nam siedzieć przy lampach nie przeszkodziło to wcale w rozwoju wesołych rozmów. Szczególnie, że w tych chwilach pogoda była naszym sojusznikiem, który nie pozwalał zmarznąć. Wielu spośród towarzyszy położyło się wcześnie spać, czując te niezwykłe napięcie, które nachodzi każdego gdy wielka potyczka staje się nieunikniona. Po orzeźwiającym poranku i pożywnym śniadaniu, zbliżała się wielkimi krokami godzina wymarszu. Żołnierze i rycerze z wielkim zaangażowaniem jęli się przyodziewać, a kiedy róg zadął dowództwo wydało rozkaz wymarszu. Z ciepłym uczuciem na sercu opuszczało się obóz mając świadomość, że zostały w nim niewiasty, które dokonały wszelkich starań, by po powrocie czekała dla strudzonego pielgrzyma ciepła strawa. Jeszcze raz drogie Panie Dziękujemy! Kiedy pogoda w nocy była naszym sojusznikiem to w czasie wymarszu błogosławieństwo te obróciło się w ciężki krzyż, który każdy musiał dzierżyć w pełnym słońcu i ukropie. Doświadczony zaś w bojach mąż ma świadomość, że długi forsowny marsz potrafi być niejednokrotnie bardziej zabójczy od broni wroga. Lecz mimo ogromnego wysiłku udało się znaleźć dogodną pozycję na obóz wojenny bez żadnych strat. Chwila wytchnienia nie trwała bynajmniej długo gdy niezwykle aktywni zwiadowcy poinformowali o nadciągającej hordzie pogan, zbliżających się w naszą stronę. Wkrótce dało się usłyszeć nieartykułowane okrzyki dzikich barbarzyńców. Przezornie krzyżowcy schowali się w obozie tak byśmy nie zostali spostrzeżeni pozwalając tym samym zaskoczyć wroga, którego po komendzie do ataku łatwo rozbiliśmy. Niedobitki pogan okopały się na zwężeniu, które przecinała rzeka dając wrogu przewagę pozycji. Pierwsze natarcie skończone niepowodzeniem zmusiło nasze oddziały do odwrotu. Dopiero szyk taranujący szpitalników i krzyk brata Borysa „co boicie się wody?” rozbił wraże formacje rozpoczynając ostrą sieczkę. Walka była krwawa, sam odniosłem rany, lecz wróg został zmiażdżony. Ze zwycięstwa nie udało się skorzystać, gdyż obóz pogan z godnością tchórza był schowany bardzo głęboko w lesie. Więc po wyczerpującej gonitwie nadeszła długa przerwa. Wzajemne unikanie walki spowodowało rozmowy poselskie, które uzgodniły, że wszelkie sprawy zostaną rozwiązanie na polu. Bitwa zaś była jednym wielkim chaosem, którego sam przytoczyć do końca nie mogę albowiem jak wielu innych towarzyszy również od ran padłem nieprzytomny. Lecz każdy oczami wyobraźni widzi to starcie z innej perspektywy i pamięta zabitego wroga i odniesioną ranę. Najciężej ranny został nasz brat Pit, któremu pogańska szabla przecięła głowę, został na szczęście szybko odwieziony do szpitala. Chwalebna bitwa zakończyła się zwycięstwem rycerzy Chrystusa pozwalając nam wrócić do obozu z tarczą i zdobytym sztandarem. Wszelkie trudy zostały nam wynagrodzone pysznym pokarmem i wielce radosną biesiadą, której napędem radości było wspaniałe zwycięstwo! Nawet brat Pit powróciwszy ze szpitala uraczył się pokrzepiającym piwem wychodząc naprzeciw zaleceniom cyrulików. Pod koniec obie armię złożyły sobie szacunek, po czym przegrani obiecali rewanż za rok, albo i szybciej. Pewnym zatem jest, że wojna się jeszcze nie skończyła, albowiem w ogrodzie Pana rosną bujnie kwiaty, ale również chwasty, które po zerwaniu rosną na nowo.

Brat Jakub (Przemek)